GOLDEN SUN FANFIC PART !@#$ (czyt: Nie Chce Mi Się Sprawdzać Który Teraz Numer)
Cytuj:
W jaki sposób Mia i Garet dostali do reszty drużyny z małej platformy? (Jupiter Lighthouse)
SPOILER:
Zawiera dżołki, którzy zrozumieją tylko Ci którzy obejrzeli "Tenacious D: Pick of Destiny", czytali polskie wydanie Dragon Balla, mieli wątpliwą przyjemność obejrzenia "1man1jar"(oczekując na więcej wieści o GS3, które dopełnią fanfic zalegający na moim piecu, postanowiłem rozpracować parę wyzwać Li >D)
*Garet zwisa na jednej ręce z platformy, Mia próbuje mu pomoc, reszta teamu udaje, że się przejmuje, ale tak naprawdę o ma ich głęboko w dupie i nawet się cieszą, że mniej żarcia trzeba będzie kupować. Agatio bawi się z Ivanem, Isaac udaje bohatera, Jenna patrzy na jego tyłek, Karst patrzy na tyłek Jenny, Sheba próbuje sobie przypomnieć "co do kurwy nędzy robili z nią Felix i Piers po wczorajszej popijawie w Contigo, Piers drapie się po jajkach, oskarżając Shebę w myślach o brak higieny narządów płciowych, Felix myśli "co za suka, a ja dla niej z latarni skoczyłem", Alex chce pomóc Mii, stając przed ciężkim wyborem: "Boobs? Or Destiny?" i niestety wybiera to drugie. Frajer. Kraden ogólnie udaje przydatnego, choć tak naprawdę każdy wie, włącznie z nim, że każdy z chęcią zepchnąłby starucha ze szczytu latarni, gdyby nie jego kolekcja hentai, którą hojnie pożycza.*
Garet: Ja zginę, MAMOOOOo!!!
Mia: Nie Garet, zginiemy oboje! Jakie to romantyczne!... ah... *marzy*
Garet: Głupia kobieto, co jest romantycznego w rozbryzganym mózgu na twardej skale?!
Mia: oh... w sumie...
Garet: Weź mi kurna pomóż, co? D<
Mia: Ale co mam zrobić?
Garet: Nie wiem, wymyśl coś! Zaraz mi gacie spadną i wielki Boa wyjdzie na wolność!
Mia: ...wielki Boa?
Garet: Ta. Dusiciel.
Mia: Co to?
Garet: ...taki wąż.
Mia: Nosisz węża w spodniach?
Garet: Ta. Od urodzenia.
Mia: Ale ty jesteś wariat!
Garet: Sama jesteś wariatka! Weź mi pomóż kurde bo on serio się ukaże, a tego to byś nie chciała!
Mia: Dlaczego?
Garet: BO CIĘ KURWA UDUSI ZA GŁUPOTĘ!
Mia: Ojejku... no dobra... tylko co mam zrobić?! X_x
*Ivan właśnie rozłożył się na posadzce, do niego dołączył po chwili Isaac*
Garet: Patrz, nie żyją! Kurna, nie żyją! Cholera!
Mia: Ojej... biedaczek... napewno bardzo boli Cię strata przyjaciół... wiem co czujesz *głaszcze go po ręce*
Garet: NIE! JA SIĘ CIESZĘ! DWIE LASKI TYLKO DLA MNIE, YEAH!!! *Garet zapomniał się i uniósł rękę w górę w zwycięskiej pozie, jeszcze bardziej osuwając się.*
Garet: Ło jezu! Pomóżcie mi, błagam! T_T
Kraden: Garet... USE THE COCK!!!
Garet: ???
Kraden: Użyj kija! Boa Dusiciela! Pytonga!
*po chwili przyszło olśnienie*
Garet: !!!
*Garet opuścił spodnie*
Mia: Czemu ten wąż ma tylko jedno oko?!
Garet: Cholera, za krótki, nie dosięgnę! D8
Kraden: UŻYJ MAGICZNEJ TECHNIKI!
Garet: Jakiej techniki do cholery?!
Kraden: Długo-krótek!
Garet: Długo... krótek?... !!!
*Garet próbował i próbował, ale w tej sytuacji ciężko mu było manipulować rozmiarami Boa*
Garet: Nie mogę... nie dam rady!!!
*Kraden wyciągnął z torby pierwszego hentaia z brzegu i pokazał go Garetowi. Ten błyskawicznie zrobił się czerwony, po czym stał się cud! Miękkie stało się twarde, krótkie stało się długie, Garet dosięgnął magicznego przycisku i pod jego stopami znalazła się platforma łącząca się z podłożem na którym stała reszta grupy.*
Garet: JEST UDAŁO SIĘ!!!
*Mia zgrabnie zeskoczyła na dół i wdrapała się do reszty grupy*
*Garet szybko naciągnął spodnie, widząc Piersa obleśnie podziwiającego Boa*
*Kraden przez kilka chwil dziwnie spoglądał na Gareta*
Kraden: Nie spodziewałem się...
Garet: ?
*Kraden otworzył hentaia, którego pokazał Garetowi, i całej drużynie ukazała się rysunkowa wersja filmu "1man1jar"*
Kraden: ...że lubisz takie rzeczy.
Tak upadła reputacja Gareta. Ale hej, wciąż był żywy! Niestety, Isaac i Ivan też, marzenia o byciu "tatuśkiem" prysły. A Mia zaczęła interesować się gadami. Felix i Piers dostali ostry wpieprz od Karst i Agatio, którzy uciekli z Mars star, którą potem Felix przegra w karty. Sheba wciąż miała luki w pamięci, mimo iż miała szczerą nadzieję, że dowie się wszystkiego na szczycie latarni... niestety, wydarzenia z imprezy wciąż pozostały zagadką. Alex pozostał frajerem, i postanowił, że będzie gejem, bo "mu to wszystko jedno, i tak zawsze spieprzy". Kraden pałał obrzydzeniem do Gareta, mimo iż sam oglądał gorsze rzeczy i rozsyłał je znajomym na gg, Isaac dalej udawał bohatera, Ivan dalej nie domyślił się, że Hamma to jego siostra, a Felix postanowił, że "ni chuja, więcej się z latarni rzucać dla szmaty nie będzie".
Tyle zamieszania, z powodu jednej utajonej sceny...
A teraz...
"Przygody Vermina"ODCINEK 1
Bohaterem naszej opowieści jest Vermo Ormo, jeden z wielu Verminów zamieszkujących Angarę. Każdy jego dzień jest taki sam. Wstaje rano, je śniadanie (6 jagódek popijanych poranną rosą), myje zęby, idzie do klopa i po pocałowaniu żony i pożegnaniu dzieci idzie do pracy. Bardzo ciężkiej pracy. Wiele Verminów daje się bić po łbie żeby zarobić od programisty parę nędznych groszy... Taaa... Vermo jak dziś pamięta obietnice programisty:
"To nic takiego, po prostu napadasz na bohaterów, walczysz z nimi przez chwilę i dajesz się pobić. Po walce dajesz im trochę EXP i pieniędzy. Czasami możesz jakiegoś Herba upuścić czy cuś..."
Tak. Wyglądało na łatwą robotę. Ale dostawanie po łbie dzień w dzień po kilka razy nie jest takie przyjemne... Pozostaje się tylko cieszyć że nie żyje w świecie jakiegoś MMORPG... tam dopiero by było: walka, respawn, walka, respawn, walka, respawn...
Ale nic. Robota robotą ale jakoś trzeba zarobić na życie i utrzymanie rodziny składającej się z żony, 3 dzieci i teściów... Ta. Dziadek i Babka. Do dziś Vermo nie może zrozumieć jak mógł zgodziś się na prośbę swojej żony. Chciała żeby rodzice z nią zamieszkali... A niech gniją w domu starców!!! Myślą że jak już są za starzy żeby ich bić po łbach (ryzyko uszkodzenia danych) to już mogą żerować na młodych, uczciwie pracujących ludziach? Niedoczekanie...
Vermo już wychodził z domu gdy w drzwiach zatrzymała go żona i wręczyła mu torebkę z drugim śniadaniem. W drodze do pracy Vermo otworzył torebkę i jak zwykle wewnątrz zobaczył jagody... No jasne, przecież programista nie mógł się wysilić i napisać kilku innych skryptów- jagody i mus!
W drodze do pracy Vermo zastanawiał się co go czeka w przyszłości... Może w pracy dostanie awans i zrobią z niego Bossa? Bycie weaklingiem jest takie nudne...
Po kilku minutach spokojnego spacerku Vermo dotarł do wioski weaklingów. Tu mieszkały wszystkie weaklingi z okolicy. Tu mieściła się także siedziba firmy "Weaklings & Co."
Vermo udał się na 2 piętro siedziby. Szef kazał mu się stawić w gabinecie... Pewnie znowu dostanie opieprz za pokonanie bohaterów...
Nie wiadomo czemu ten szef się rzuca. Fakt, zdażyło mu się 2 razy zabić bohaterów ale tylko dlatego iż mieli mało HP i zaatakowali go znienacka.
Vermo zapukał w drzwi gabinetu i usłyszał głośne "Wejść!"
ODCINEK 2
W poprzednim odcinku:
Po kilku minutach spokojnego spacerku Vermo dotarł do wioski weaklingów. Tu mieszkały wszystkie weaklingi z okolicy. Tu mieściła się także siedziba firmy "Weaklings & Co."
Vermo udał się na 2 piętro siedziby. Szef kazał mu się stawić w gabinecie... Pewnie znowu dostanie opieprz za pokonanie bohaterów...
Nie wiadomo czemu ten szef się rzuca. Fakt, zdażyło mu się 2 razy zabić bohaterów ale tylko dlatego iż mieli mało HP i zaatakowali go znienacka.
Vermo zapukał w drzwi gabinetu i usłyszał głośne "Wejść!"
Vermo wszedł do gabinetu powolnym krokiem.
Szef popatrzył na niego i powiedział: To twój szczęśliwy dzień...
Vermo w ciągu sekundy pomyślał o wielu rzeczach naraz... czyżby miał zostać bossem? Może chociaż Mad Vermina z niego zrobią?
Szef: Mam dla ciebie specjalne zadanie... niedaleko Kolimy wybuchł strajk Slime'ów. Zagram odtworzę nagranie naszego szpiega. Będziesz wiedział o co chodzi.
Szef wyciągnął z biurka mały magnetofon i wcisnął przycisk play.
" Gdzie się podziały, tamte Equipyyy, gdzie te unleashe, gdzie tamten świaaaaaaauuuuuu." Szef próbował wyciągnąc kasetę ale mu się nie udało. Zaczerwieniony przeciął taśmę.
Szef: Eheheh, to nie ta kaseta... to małżonki, lubi posłuchać czasem, naprawdę, hehe
Vermo uśmiechnął się w duchu
Szef: O to ta!
" Przepraszam co się tutaj dzieje?"
Szef: To jest właśnie nasz szpieg.
" Slime1: Gówno!!! To jest strajk! Nie będziemy pracować za takie ch*jowe pieniądze!
Slime2: Właśnie, własnie!
Szpieg: Są tak małe?
Slime3: I to jak! Nawet jeb**ego wacika za to nie kupisz! Może dla tych wieśniackich Verminów to starcza ale nie dla nas! My chcemy wyższego poziomu życia!!!
Slime2: Właśnie, właśnie!"
Vermo: No wie pan co...
Szef: Przecież to nie moje słowa...
"Szpieg: Więc czego żądacie?
Slime1: Większej wypłaty.
Slime2: Właśnie, właśnie!
Slime3: Większych napiwków
Slime2: Właśnie, właśnie!
Slime1: Bezpieczeństwa w pracy...
Slime2: Właśnie, właśnie!
Slime3: Yyyy, no i większych napiwków
Slime2: Właśnie, większych napiwków.
Slime1: Zamkniesz się wreszcie?!
Slime2: Właśnie, właśnie!
Slime1: ..."
Szef wyłączył taśmę i powiedział:
Tu właśnie pojawiasz się ty
Vermo: Ja?! A co ja mam niby zrobić? Zapłacić im z własnej kieszeni?
Szef: Niee. pójdziesz razem z małą grupką innych Verminów i skopiesz im tyłki... hehehe
ODCINEK 3
W poprzednim odcinku:
Szef: Mam dla ciebie specjalne zadanie... niedaleko Kolimy wybuchł strajk Slime'ów. Zagram odtworzę nagranie naszego szpiega. Będziesz wiedział o co chodzi.
Vermo: Ja?! A co ja mam niby zrobić? Zapłacić im z własnej kieszeni?
Szef: Niee. pójdziesz razem z małą grupką innych Verminów i skopiesz im tyłki... hehehe
Szef: Mysza, Szczurek, Lemur, wejść!
*do sali weszło 3 Verminów. Mysza był niskim, szarookim młodzieńcem (ok lat 19), Szczur wysokim 40 latkiem a Lemur miejscowym głupkiem z wyłupiastymi oczami*
Szef: Pójdziecie z towarzyszem Vermo i stłumicie strajk Slime'ów w Kolimie!
Mysza, Szczurek & Lemur: Tak jest!
Vermo: ...
*I wyruszyli. Droga do Kolimy była długa, ponieważ siedziba Weaklings & Co. znajdowała się niedaleko Lunpy. Na szczęście w całej Angarze zbudowano sieć tajemnych tuneli podziemnych, którymi mogą podróżować moby (zarówno weaklingi jak i reszta) z miejsca na miejsce, w krótkim czasie. Bohaterowie po jakimś czasie dotarli do Kolimy, gdzie Slimy odpieprzały na całego.*
Slime1: Gracze to ch*je! - zaśpiewał Slime w rytm hymnu jednego z klubu piłkarskim planety Ziemia.
Slime2: My chcemy kasy! My chcemy kasy!
Slime3: Slime pany!
Vermo: Jezu... co tu się dzieje...
*Vermo spoglądał na dzieci z Kolimy atakowane przez grupę Slime'ów, całe w śluzie. Nieprzyjemny widok. Garstka zielonych galaret leżała pod karczmą nawalona w trzy dupy, jakiś obślizgły, niebieski Slime wyszedł zza krzaka, zasuwając rozporek. Po chwili z krzaków wyszła mieszkanka Kolimy, poprawiając ubranie.*
Lemur: Sodoma...
Szczurek: ...i Gomora
Mysza: Gdzie tam, mi się podoba *ślini się na widok kobiety*
Vermo: Nie no, panowie, tak nie może być trzeba to towarzycho rozpędzić.
Lemur: To co robimy?
Vermo: ...
Szczurek: ...
Mysza: ...NA WIDŁY SK***IELI!!!
*Jak postanowili, tak zrobili. Po długiej, zaciętej walce, w Kolimie zalegały tony zielonej mazi, pozostałej po ciałach strajkowiczów.*
Vermo: No... to było coś.
Mysza: Wow, jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem.
Szczurek: Panowie, misja wykonana.
Lemur: Zwijamy się.
*Bohaterowie wybrali się w drogę powrotną do Lunpy... nie wiedzieli jednak, że wykonując misję im powierzoną, zadarli z czymś o wiele straszniejszym niż grupka Slime'ów. Ale o tym mieli się dopiero przekonać*